GAMINATE

SŁODZIKI – ZDROWE CZY NIEZDROWE?

Temat słodzików jest generalnie tematem wywołującym dużo skrajnych emocji, a przez to bardzo nośnym i często poruszanym w popularnych mediach.

Jak tylko pojawią się jakiekolwiek nowe doniesienia ze świata „naukowego” dotyczące słodzików (najczęściej oczywiście ich negatywnego wpływu na zdrowie) przez media przewala się fala artykułów i idących za nimi komentarzy wszelkiego rodzaju internetowych guru.

A JAK KWESTIA ICH POTENCJALNEJ SZKODLIWOŚCI WYGLĄDA NAPRAWDĘ? – opierając się wyłącznie na wynikach dobrej jakości badań i wieloletnim doświadczeniu naukowców specjalizujących się konkretnie w tej tematyce.

Po pierwsze – 100 % pewności co do pozytywnego, neutralnego bądź negatywnego wpływu słodzików (ale i każdej innej substancji) na nasze zdrowie nie będziemy mieć jeszcze przez wiele, wiele lat…

Wynika to z faktu, że przeprowadzenie badania realnie oceniającego wpływ tego typu substancji na zdrowie człowieka jest praktycznie niewykonalne – musiałoby trwać przynajmniej kilkadziesiąt lat, a ludzie w nim uczestniczący musieliby przez te kilkadziesiąt lat być pod stałym nadzorem badaczy.

Człowieka, w odróżnieniu od myszy nie da się zamknąć na całe życie w klatce i ściśle kontrolować tego co je, ani środowiska, w którym przebywa.
Może w nadchodzących latach w jakiś sposób AI pomoże nam w rozstrzyganiu tego typu kwestii – zobaczymy.

TO CO NIEZWYKLE ISTOTNE – OCENĘ POTENCJALNEGO WPŁYWU SŁODZIKÓW NA ZDROWIE TRZEBA ZAWSZE PRZEPROWADZAĆ W KONTEKŚCIE TEGO CO NIMI ZASTĘPUJEMY
I tutaj sprawa jest dość prosta – zastępujemy nimi cukier, co do którego na 100% wiemy, że jego nadużywanie prowadzi do rozwoju chorób metabolicznych, których w chwili obecnej mamy wręcz epidemię.

Możemy z całą mocą i pewnością stwierdzić – nadużywanie cukru jest dla organizmu człowieka wysoce szkodliwe.

I jakie w związku z tym mamy możliwości?

a)       Przestać słodzić w ogóle, czyli zupełnie zrezygnować ze słodkiego smaku – dla większości ludzi na dłuższą metę jest to po prostu niewykonalne

b)      Zaspokoić swoją potrzebę na słodkie produktami zawierającymi słodziki zamiast cukru.

Tak więc oceny potencjalnej szkodliwości słodzików nie powinniśmy absolutnie dokonywać w oderwaniu od tego co zastępują.

Jeśli jesteś w stanie przestać spożywać nadmiaru cukru i nie musisz go zastępować niczym – odpowiedź jest jednoznaczna – nie używaj słodzików, bo w 100% redukujesz potencjalne ryzyko.

Jeśli jednak nie, to musimy sobie zadać pytanie: Czy słodziki są potencjalnie bardziej szkodliwe niż cukier i czy zastąpienie nimi cukru w naszym pożywieniu przyczyni się do poprawy, czy pogorszenia naszego stanu zdrowia w dłuższej perspektywie.

I tutaj odpowiedź, bazując na obecnym stanie wiedzy jest JEDNOZNACZNAzastąpienie cukru słodzikiem pozwala zmniejszyć nadmierny (toksyczny) ładunek kaloryczny pochodzący ze spożywanego przez nas pożywienia.

Upraszczając – nie, nie jest prawdą, że spożywając słodziki i tak gdzieś nadrabiamy na boku „zaoszczędzone” na nich kalorie, czy wręcz spożywamy ich (kalorii) jeszcze więcej niż bez słodzików.

Badania (dobrej jakości – o tym czym takowe są możecie przeczytać niżej) pokazują jednoznacznie, że:

- osoby chcące zrzucić nadmiar tkanki tłuszczowej, spożywające słodziki zamiast cukru osiągają dużo lepsze efekty niż osoby spożywające cukier

- co ciekawe – okazuje się, że osoby spożywające napoje słodzone słodzikami osiągają lepsze efekty (większa utrata wagi) niż osoby, które spożywały wyłącznie wodę…, co ma logiczne uzasadnienie – osoby te zaspokajały swoją potrzebę na spożycie czegoś słodkiego, podczas gdy osoby pijące tylko wodę tego nie robiły i zaspokajały ją jakimiś przekąskami…

Podsumowując ten wywód logiczny:

·      wiemy, że nadmiar cukru nam szkodzi

·      wiemy, że większość z nas spożywa cukru zdecydowanie za dużo

·      co do słodzików takiej pewności absolutnie nie mamy (o tym niżej)

·      balansując powyższe ze sobą, opierając się na logice i aktualnej wiedzy nie można wyciągnąć innego wniosku niż: zastąpienie nadmiaru cukru w naszym pożywieniu słodzikiem jest korzystne dla naszego zdrowia.

 

A teraz druga część artykułu – dla tych, których to interesuje – możemy rozwinąć nieco kwestię dotyczącą tego, skąd biorą się i na czym się opierają doniesienia dotyczące szkodliwości rożnego rodzaju słodzików.

Aktualnie wiedzę na temat potencjalnego wpływu słodzików i innych substancji obecnych w naszym pożywieniu czerpiemy z następujących źródeł, z których każde niestety ma swoje ograniczenia:

1)       badania tzw. epidemiologiczne – prowadzone na dużych grupach osób, przez długie okresy czasu (co jest oczywiście bardzo pozytywne). Są to jednak badania, w których nie mamy praktycznie żadnej kontroli nad osobami w nich uczestniczącymi i opieramy się wyłącznie na ich deklaracjach (z reguły bardzo ogólnych) dotyczących tego co i w jakiej ilości jedzą, jak się zachowują itd. Dodatkowo posiadamy wyniki ich różnego rodzaju badań (krew, waga, postęp różnego rodzaju chorób) i na tej podstawie dokonujemy próby oceny jak dane zachowania (w tym co i ile poszczególni ludzie jedzą) przekładają się na ich stan zdrowia.
To co niezwykle ważne – na podstawie tych badań możemy znajdywać korelacje pomiędzy pewnymi faktami i budować pewne hipotezy, ale absolutnie nie możemy wnioskować o przyczynach wystąpienia konkretnych zdarzeń.
Wyjaśniając to na przykładzie słodzików właśnie – „odkrywamy”, że osoby spożywające słodziki mają wyższą wagę i ogólnie gorszy stan zdrowia niż osoby słodzików nie spożywające.

Pseudo badacz (liczący na publikacje i zainteresowanie mediów) wyciąga prosty wniosek – spożywanie słodzików prowadzi do podwyższonej wagi i pogorszenia stanu zdrowia i taki przekaz idzie w media. A prawda jest taka, że mamy tutaj wręcz odwróconą przyczynowość – to osoby otyłe, o gorszym stanie zdrowia, chcąc schudnąć sięgają po słodziki. Oczywiście sam fakt zastąpienia cukru słodzikiem nie rozwiąże problemu z nadwagą i zdrowiem, ale to nadwaga była najpierw i później pojawiły się słodziki, a nie na odwrót.

To tak jakby strażaków obwiniać za pożar, ponieważ z reguły, kiedy widzimy pożar widzimy też w jego otoczeniu strażaków 😊.

2)        Wyciąganie wniosków na podstawie istniejących mechanizmów bio-chemicznych – niestety w zupełnym oderwaniu od realiów życia w konkretnym środowisku.
Tutaj idealnym przykładem będzie wnioskowanie o szkodliwości spożywania aspartamu na podstawie oceny substancji, do których nasz organizm go rozkłada.
A rozkłada go do 2 aminokwasów powszechnie występujących w każdym spożywanym przez nas białku, oraz uwaga do alkoholu metylowego. Bum i mamy winnego i gotowy mechanizm – powszechnie wiadomo, że alkohol metylowy jest silnie toksyczny (wszyscy słyszeli o przypadkach jego spożycia, które najczęściej kończą się śmiercią), tak więc spożywanie aspartamu musi być toksyczne dla naszego organizmu.
Tyle, że alkohol metylowy pojawia się również w drodze trawienia przez nasz organizm choćby owoców zawierających pektyny (jabłka, pomidory itd.).
Jak zwykle to dawka czyni substancję trucizną a nie ona sama (sól w nadmiarze też jest zabójcza pomimo tego, że bez niej nie jest w stanie przeżyć żadna komórka).
I uwaga – w wyniku spożycia 1 puszki napoju posłodzonego aspartamem w naszym organizmie pojawia się ok. 20mg metanolu, podczas gdy w wyniku zjedzenia 1 jabłka pojawia się go aż 100mg, czyli aż 5 razy więcej!
Tak więc ryzyko oraz stopień potencjalnej szkodliwości możecie dopowiedzieć sobie już sami
😊.

 

3)       Badania na zwierzętach laboratoryjnych – dają naukowcom coś, czego NIE da się zrobić u ludzi: pełną kontrolę. Można kontrolować dietę, środowisko, aktywność, a nawet genetykę, a potem sprawdzać „co się stanie, jeśli przez X tygodni/miesięcy zwierzę będzie dostawało Y”.

Jest to świetny do szukania mechanizmów i budowania hipotez… ale jest też kilka powodów, dla których takie wyniki potrafią być kompletnie „niewymienialne” na człowieka:

·      Dawki. W części badań stosuje się dawki przeliczeniowo absurdalne (albo takie, które nijak nie odpowiadają temu, jak ludzie realnie używają słodzików).

·      Inna fizjologia i inny mikrobiom. Mysz to nie człowiek. Szczególnie jelita. To co „robi się” w jelitach myszy przy danej interwencji, nie musi się powtórzyć u człowieka.

·      Model „chorego świata”. Zwierzęta są często na dietach specjalnie tak skonstruowanych, żeby „wywołać problem” (np. skrajnie wysokotłuszczowych), bo inaczej nic się nie wydarzy w rozsądnym czasie. Tyle że wtedy testujemy słodzik w konkretnym patologicznym modelu, a nie w normalnym życiu.


Przykładem takiego badania jest badanie, gdzie specjalnie przygotowanym myszom (tak aby łatwiej zapadały na specyficzny typ raka) podawano ogromne (niefizjologiczne dla człowieka) ilości aspartamu, w wyniku czego rozwinął się u tych myszy rak…

Podsumowując: badania na zwierzętach są bardzo przydatne, ale same w sobie nie są dowodem „dla ludzi”. Są raczej etapem: „OK, mamy trop – sprawdźmy to teraz sensownie u człowieka”.

4)       Badania na komórkach w probówkach – to niestety jeszcze większe „laboratoryjne oderwanie od życia” niż badania na zwierzętach. Tutaj wrzucamy konkretny związek (np. słodzik) na komórki (jelitowe, nerwowe, wątrobowe itd.) i patrzymy: czy coś się aktywuje, czy coś się hamuje, czy rośnie stan zapalny, czy zmienia się ekspresja genów, itp.

I znów: to jest świetne do zrozumienia potencjalnych mechanizmów, ale ma potężne ograniczenia:

·      Brak trawienia i metabolizmu. W realnym organizmie substancja przechodzi przez przewód pokarmowy, wątrobę, krew, tkanki… W probówce tego nie ma.

·      Stężenia z kosmosu. Często używa się takich stężeń, które w realnych warunkach w danej tkance mogą nigdy nie wystąpić (albo wystąpią tylko miejscowo i chwilowo).

·      Brak „systemu”. Organizm to nie jedna komórka. To sprzężenia zwrotne, hormony, układ nerwowy, mikrobiom, apetyt, zachowanie. W probówce nie widać tego, co dla zdrowia jest kluczowe.


Podsumowując: probówka mówi nam „czy coś jest biologicznie możliwe”, ale NIE odpowiada na pytanie: „czy to realnie szkodzi (albo pomaga) człowiekowi w normalnym życiu”.

5)       Dobrej jakości kontrolowane badania randomizowane (złoty standard badań) – dają potencjalną możliwość zarejestrowania realnego wpływu badanej substancji na organizm, ale mają też swoje istotne ograniczenia:

·      trwają z reguły maksymalnie kilka tygodni, a doskonale wiemy, że realny efekt przeróżnych interwencji (zmiany diety itp.) często pojawia się dopiero po dłuższym czasie, nie mówiąc już o pojawieniu się konkretnych efektów zdrowotnych

·      dają możliwość zaobserwowania jakiejś zmiany, ale najczęściej nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy zmiana przekłada się na negatywny, czy pozytywny wpływ na stan zdrowia.


I tutaj można przywołać przykłady badań (których wyniki oczywiście poniosły się głośnym echem w mediach) dotyczących wpływu słodzików na mikrobiom człowieka.
Pojawiło się ostatnio kilka badań, które pokazały, że używanie różnego rodzaju słodzików wpływa na kompozycję naszego mikrobiomu (zmieniają różnorodność i obfitość różnego typu bakterii w naszych jelitach). Tyle, że na dziś nasza wiedza o mikrobiomie jest na tyle mała, że nie wiemy, czy ta zmiana jest negatywna, czy może wręcz pozytywna? A wręcz patrząc na tą ubogą wiedzę, którą mamy moglibyśmy się przychylać raczej do ich pozytywnego wpływu, ponieważ np. taka sukraloza spowodowała wzrost populacji szczepu bakterii, który kojarzony jest ogólnie z pozytywnym wpływem na stan zdrowia
😊.

PODSUMOWUJĄC całość – na dziś, opierając się na dostępnej nam wiedzy i jej ocenie przez PRAWDZIWYCH naukowców i ekspertów zajmujących się tą tematyką – nie mamy przekonywujących dowodów wskazujących na istotne ryzyko spożywania słodzików, a patrząc na to co zastępują (cukier, który jest dla nas jednoznacznie szkodliwy w nadmiarze) i wynikające z tego korzyści można stwierdzić, że ich używanie ma wręcz pozytywny wpływ na zdrowie przeciętnego człowieka.

 

Bibliografia:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/24944060/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32216045/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26365102/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26708700/
https://www.nature.com/articles/s41366-023-01419-w

 

 

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.